Od dłuższego czasu chciałem coś napisać na temat amerykańskich eufemizmów, czy po prostu na temat tutejszej poprawności politycznej. Amerykanie bardzo często nie potrafią być ze sobą szczerzy i gdy mają wyrazić negatywną opinię, często uciekają się do utartych zwrotów, które dla osób spoza tego kraju mogą brzmieć całkiem pozytywnie, choć wcale nie powinny. Jeżeli Amerykanom się coś podoba (książka, film, jedzenie) to wyrażają to z reguły bardzo entuzjastycznie, używając gestów i wielu miłych słów, często z przesadą choć wtedy wiadomo że im się coś spodobało. W przeciwnym wypadku używają różnych zwrotów, w zależności od tego jak bardzo im się coś nie spodobało: “it’s nice” na przykład znaczyłoby “takie sobie”, “it’s interesting” to “kiepskie, słabe”, ale już “it’s different”, albo “it’s unique” to totalna klapa, tragedia. Rzadko kiedy usłyszy się “I didn’t like it”, czy jeszcze mocniejsze wyrażenie, bo Amerykanie nie chcą zranić niczyich uczuć.. Teraz już to rozumiem, ale parę lat temu traktowałem te rzeczy dosłownie. Co gorsza, osoby które otwarcie wyrażają swoje zdanie często szokują, lub nawet są nielubiane za nadmiar szczerości. Dzisiaj już wiem, kiedy ugryźć się w język, choć męczy mnie ta wieczna dyplomacja – polityczna poprawność tylko ogranicza naszą komunikację.. Na szczęście w Polsce tej mody jeszcze nie zauważyłem, bo rodzina i znajomi wciąż zanim mnie powitają to zdążą powiedzieć, że przytyłem 2kg :-) I to mi się podoba, od razu wiem na czym stoję ;-)