Krótka przerwa na blogu wynikała z mojego kiepskiego nastroju.. a ten się popsuł, bo Neon sprawił mi wiele kłopotu, stresu i otworzył ramiona na kolejne dolary. W czwartek, jechałem na autostradzie i jak zwolniłem, aby przejechać przez bramki, zauważyłem przy rozpędzaniu, że automatyczna skrzynia biegów ma problemy ze zmianą biegów, Neon nie mógł prawie ruszyć, choć jak już jechał bez zmiany biegu, było ok. Pojechałem do sklepu z częściami i powiedzieli mi, że pewnie brakuje płynu do automatu, więc go dolałem, bo faktycznie brakowało. Myślałem, że temat będzie na jakiś czas zamknięty (choć ostrzegli mnie, że jak się skrzynia raz skonciła, to już lepiej nie będzie..), ale oczywiście się myliłem, to był zły dzień. Po przejechaniu paru minut wyskoczyła kontrolka z ikoną silnika, Neon zaczął piszczeć, wróciłem do sklepu. Podłączyli do komputera, problemy ze skrzynią i nic poza tym, jak będę już na autostradzie i na ostatnim biegu, to nic nie powinno się stać. Ok, wjechałem na autostradę, kontrolka się zapaliła, ale zignorowałem – jak wskazali. Po krótkim czasie Neon zaczął piszczeć, ale tym razem temperatura silnika podskoczyła do maksimum.. Myślałem, że już po Neonie, zjechałem do stacji benzynowej, Neon zgasł, spod maski wyleciał cieniutki dym. Otworzyłem maskę, przyjąłem nieprzyjemny zapach, postanowiłem Neona już nie ruszać.. Przyjechała laweta i 150km jechaliśmy z Neonem do Bostonu. W piątek rano przyjechał drugi laweciarz, wziął Neona do mechanika. Generalnie, spodziewaliśmy się najgorszego – kosztów naprawy przewyższających wartość samochodu. Miałem takiego doła, że nie miałem na nic ochoty.. Dzisiaj rano mechanik oświadczył, że uszkodziła się chłodnica i olej oraz płyn do automatu wyciekały, przez co biegi nie śmigały, a silnik się przegrzewał, $650 do naprawy, czyli dużo mniej niż się spodziewaliśmy, ale do cholery, to kolejne pieniądze które muszę wydać na Neona.. Na nowy samochód mnie nie stać, muszę naprawiać. Ech… nigdy więcej nie kupię amerykańskiego samochodu, następne kółka wyjadą od Toyoty.
by Szymon W.
18 May 2008 at 14:08
A gdzie robią tego Neona ??
nie martw się – wydatki na samochód to normalka – nawet gdy się nie psuje ( cena ON w Polsce obecnie to ok. 4,50 zł , cena dolara – 2,20 zł )
by kristo
18 May 2008 at 16:18
drogi kuzynie – niestety samochod to nie inwestycja , to narzedzie/sprzet jak kazdy inny po prostu sie psuje. Im auto bedzie starsze tym czesciej to nastepuje – niestety.
Choc z nowymi nie lepiej – vide leon :/
A swoja droga jak z automatem cos sie dzieje to moze brat Ci przywiezie :D
by Jakub
19 May 2008 at 09:40
Neona montuja w USA, choc Dodge nalezy do Chryslera, a ten do Mercedesa. Olej tu kosztuje juz $4.7/galon, benzyna $3.8/galon, a jeszcze 3 miesiace temu kosztowala $3.07!
Tak, to na pewno nie inwestycja.. szkoda tylko, ze nie potrafie sam tego naprawic.. Amerykanskie samochody maja tutaj opinie dobrych, gdy kupujesz nowe, uzywane – tragedia. Najlepsza opinia dlugotrwalych silnikow ciesza sie japonskie wozy, dlatego nastepnym razem kupuje Toyote, ewentualnie Honde.
by jo
19 May 2008 at 14:14
Kubuś! ja ostatnio też mam problemy z moim prawie nowym bolidem. ostatnio jeżdżę od mechanika do elektryka i odwrotnie…końca nie widać – ciągle coś, a to przecież jest nowe ;) auto najlepszej firmy na świecie…
autko to niestety skarbonka – wiem o tym doskonale, niestety!
by Jakub
19 May 2008 at 14:51
Gdyby tylko z tej skarbonki można było wyjąć tyle, ile się włożyło :) Powodzenia z Twoim bolidem Asiu!
by dud
20 May 2008 at 08:21
hehe, nie ma to jak 17-letnia vectra :) rzadko kiedy w niej coś się psuje, a jeśli już to części i tak taniutkie :D
Mosquito – Chrysler z Mercedesem rozeszli się jakiś czas temu.
Pozdrawiam!
by adam.t
22 May 2008 at 15:06
jakub, a moze załóż coś takiego: samochód to jak komputer – kupujesz, wydajesz pieniądze, a potem to już tylko traci na wartości… i jeszcze trzeba ciągle coś dokupywać bo software staje się coraz bardziej wymagający…. ;-) na tym sie nie zarabia – no, chyba, że jesteś taksówkarzem (słabo, przynajmniej wg tego co sami taksówkarze mówią), laweciarzem (lepiej…) albo złodziejem (najlepiej ;-)
by Jakub
24 May 2008 at 21:31
Adam, zaczynam sobie z tego zdawać sprawę, pozostaje jedynie taka różnica, że jak coś się zepsuje w komputerze to przeważnie wiem w czym problem i mogę sam to naprawić. Trzeba będzie poduczyć się w sprawach samochodów..
by dud
26 May 2008 at 07:29
mosq! poniżej sposób na oszczędności :)
http://www.ksiazki-napraw.pl/naprawa/12779253/
a co do taksówkarzy to słyszałem, że w NY jest to całkiem opłacalny biznes, tylko najpierw trzeba wykupić zezwolenie za jakąś niebotyczną kwotę
MK!
by Jakub
26 May 2008 at 07:54
Dud, “service manual” to już mam, nawet dwa. Dzięki temu byłem w stanie zrobić parę rzeczy, ale chłodnicy sam nie wymienię ;-)