W sobotę byliśmy z Eleną na weselu naszej znajomej z Bostonu. Impreza udana, choć bardzo wyjątkowa, bo wesele odbyło się tylko po to, aby zrobić zdjęcia dla urzędu imigracyjnego.. Na wszelki wypadek nie będę tu podawać nazwisk. Młoda para i większość gości ubrani byli jak na prawdziwą imprezę, która odbyła się w ich domu. Nie było profesjonalnego fotografa, jedynie małe kompakty, które ludzie przynieśli ze sobą. Nie było orkiestry, tylko muzyka z komputera. Był natomiast szampan, tort, rzucanie welonu i lodówka pełna alkoholu. Jednym z gości weselnych był również chłopak panny młodej, który nawet robił zdjęcia, jak ta była w objęciach pana młodego. Było zatem parę śmiesznych i parę naprawdę dziwnych sytuacji. Goście zrobili pannie młodej przysługę, by ta mogła przekonać urzędnika imigracyjnego, że jej związek oparty jest na miłości, co pozwoli jej ubiegać się o zieloną kartę, czyli legalny pobyt i pracę, a dzięki temu odwiedzić rodzinę po paru latach nieobecności.
Jak tak sobie człowiek o tym wszystkim pomyśli, to tak naprawdę coś tu jest nie tak. Dlaczego człowiek musi ubiegać się o pozwolenie na pracę? Dlaczego to jest przywilejem? Nie powinno być dokładnie odwrotnie? Można sobie tylko wyobrazić wiele innych kuriozalnych przedsięwzięć, w celu uzyskania takiego pozwolenia. Jak to jest, że jedni ludzie gotowi są czasem ryzykować własnym życiem, aby móc pracować w ludzkich warunkach, a drudzy, mając te warunki, żyją na zasiłkach? Znam historię paru ludzi, którzy dostali się do Stanów poprzez pustynną granicę z Meksykiem. Zapłacili $25k i przez trzy dni koczowali na pustyni, aby tu się przedostać i zarabiać jednego dnia tyle, ile wcześniej przez miesiąc. Ich następne pokolenia będą już pewnie żyły w słodkiej nieświadomości, bez stresu o przeżycie, a te historie po prostu przepadną w niepamięć. Myślę, że w Stanach takie historie rodzą się i giną każdgo dnia, ale czy tak musi być?
by Jarod
12 maj 2008 at 16:32
Obawiam się, że tak jest i tak będzie nadal. Ludzie podążająm tam gdzie im lepiej. Meksykanie postrzegają Stany jako krainę dobrobytu, gdzie można zarobić dużo więcej a za zwykłą pensję utrzymać całą rodzinę w Meksyku. W akcie desperacji podejmują takie próby, ale wiele jest do zyskania choć ryzyko też duże.
Przenosząc to na polskie realia to pamiętam jak w czasie studiów wybraliśmy się Dzięciłem do Londynu. Było to jeszcze zanim Polska była w Uniii. Kumpel Dzięcioła też wtedy płacił za małżeństwo z obywatleką Unii tylko po to by mógł wyrobić sobie jakieś tam dokumety i pracować legalnie i za lepsze stawki.
Co prawda nie musiał ryzykować życia przedzierając się przez granicę, ale przecież stanie w kolejce dla ‘Others’ w czasie odprawy promowej w Dover to do najprzyjemniejszych rzeczy nie należało.
W Polsce teraz coraz częściej można usłyszeć język rosyjski czy to w supermarkiecie czy na budowie. Jak się okazuje ‘amerykański sen’ można realizować i w Polsce. W końcu zrobiło się 2 miliony wolnych miejsc :-)
by Jakub
12 maj 2008 at 21:09
No proszę, może za parę lat ktoś nakręci u nas film “Dzień bez Rosjanina” :D A tak poważnie, Amerykanie bez nielegalnych i legalnych imigrantów nie byliby w stanie utrzymać tego państwa – po prostu nie byłoby rąk do pracy fizycznej. W Polsce natomiast, z tego co mi wiadomo, coraz bardziej brakuje ludzi z wykształceniem technicznym – czyżby wszyscy chcieli zarządzać i rządzić? :-)
by adam.t
22 maj 2008 at 15:08
w Polsce też spora część budów nie ruszyłaby z miejsca, gdyby nie dzielni bracia Ukraińcy…
a i EURO2012 nie zbudujemy bez Chińczyków….. ;-)