Jestem w Bostonie już prawie trzy lata i jak do tej pory spotkałem bardzo niewielu Polaków. Znalazłem „polską” dzielnicę, polski sklep i kościół, ale nie jest mi to w żaden sposób po drodze. Dwa miesiące byłem tam z rodziną na mszy, przyszło całkiem sporo ludzi, ku memu zaskoczeniu większość stanowili młodzi, ale jakoś trudno zaczepić ludzi na ulicy :-) Od dłuższego czasu zabieram się do wyjścia na spotkanie PANO, Polish-American Networking organization, zrzeszającej młodych ambitnych Polaków i potomków Polaków w regionie Bostonu. Chcę się tam wybrać z Eleną, a jak do tej pory nie pasował jej żaden termin, bo ma do wieczora zajęcia na uczelni. Na szczęście ten temat kończy za 1.5 tygodnia i mam nadzieję, że w końcu się tam wybierzemy i zdam tu relację. Swiat jest mały, kto wie, może spotkam kogoś znajomego?
Od tygodnia mamy nowego współlokatora w mieszkaniu. Dave, barman, wyprowadził się w połowie kwietnia, a od początku miesiąca mieszka z nami Valeria, młoda Włoszka. Co prawda ona mieszka na poddaszu i dzielimy jedynie kuchnię, ale widujemy się dość często. Jak na razie na każdy obiad Valeria gotowała makaron, i jak tu ignorować stereotypy? :-) W moim pierwszym mieszkaniu mieszkali przede mną Włosi, w pamięci Brazylijczyków pozostali jako makaroniarze i amatorzy wina – codziennie w wielkim garze gotowali różnego rodzaju makarony dla całego domu (7 osób).
Z innej beczki, tydzień temu byliśmy z Eleny rodziną w Saratodze (patrz: fotka), blisko pola bitwy, gdzie w obronie amerykańskiej niepodległości walczył Kościuszko. Muszę przyznać, że zaskakująco wielu Amerykanów zna „Kosjiasko” (choć pewnie nie wiedzą, że to Polak) i w paru miejscach można znaleźć jego pomniki, tak jak ten w centrum Bostonu, w parku Boston Commons:
Swoją drogą, Amerykanie (jak zapewne i wielu innych obcokrajowców) nie mają zielonego pojęcia, że Kopernik i Maria Skłodowska-Curie byli Polakami! Pewnie dlatego, że Kopernik znany jest tutaj jako Nicolaus Copernicus, a Skłodowska jako Maria Curie i uważana jest za Francuzkę. Pani Maria znana jest głownie z tego, że dostała dwie nagrody Nobla i zmarła na białaczkę spowodowaną najprawdopodobniej napromieniowaniem. Polecam Wam jednak niesamowite zdjęcia z Konferencji Solvay, policzcie ile dokładnie kobiet siedzi/stoi obok takich osobistości jak Einstein, Bohr, Lorentz, Heisenberg, Planck i wielu innych. Szacunek!
by adam.t
12 maj 2008 at 04:12
to tak a propos – nie tylko Amerykanie uwazaja:
- Marie Curie za Francuzke (mysli tak 99% Francuzow oraz 3/4 tzw. „zachodniej Europy”)
- Chopina (tudziez: Szopena) za Francuza (jw.; choc tu trzeba dodac, ze wiekszosc Japonczykow kojarzy go z Polska :-)
- Kopernika za Niemca (jw. ale w odniesieniu do naszych zachodnich sasiadow)
a litewski przewodnik po podwilenskich Trokach nie omieszkal nadmienic, iz autor „Bitwy pod Grunwaldem” (niejaki Jan Matejko – dla tych, co nie kojarza ;-) zrodzony z ojca Czecha i matki Niemki, pieknie przedstawil zwyciestwo litewskiego krola W.Jagielly nad zjednoczonymi silami krzyzackimi
co kraj to historia…..
by Jakub
12 maj 2008 at 09:47
To ja tylko jeszcze dorzucę małą historyjkę. Pod koniec liceum chodziłem z dwoma kumplami po Tatrach, nocowaliśmy w schroniskach. Pewnego wieczoru, w schronisku w dolinie pięciu stawów spotkałem młodego Węgra z rodzinką. Zapytałem się go co robi w tym miejscu, a on odpowiedział: „to były nasze góry, ale je utraciliśmy, chciałbym je zobaczyć”. Zupełnie osłupiałem, więc pytam się go, co masz na myśli przez „nasze góry”, a on na to, że kiedyś tu były Austro-Węgry!
Polska powinna popracować na swoim PR. I jak pogodzić tak różne punkty widzenia w jednej Unii?