Skończyłem kolejny semestr, ostatni w którym musiałem brać zajęcia jako student. Teraz pozostał tylko jeden drobny szczegół, napisanie i obrona doktoratu. Mam nadzieję, że ten etap zamknę w ciągu trzech lat, tyle przeważnie to tutaj zajmuje. Wiele osób pyta się mnie co później, przede wszystkim gdzie. Jak na razie stać mnie na to by odpowiedzieć „Przez trzy lata wiele się może zmienić w moim życiu i wolę tego nie planować, zobaczymy”, i tego się bedę trzymać :)
Skoro skończyłem już brać kursy, to może pokuszę się o osobiste porównanie studiów w Polsce i w Stanach. Studia undergraduate, za które bardzo słono się płaci ($40-50k/rok) są przeważnie na niższym poziomie (czyt: łatwiejsze) niż u nas. Profesorowie obchodzą się ze studentami jak z jajkami, nie przemęczają wypełnionych hedonizmem młodych głów. Przede wszystkim nie wymagają od nich zdrowego rozsądku i nic nie mogą przyjąć za oczywiste, wszystko trzeba wyraźnie napisać (np. to, że do sprawozdania nie dołącza się kartek wyrwanych z książki). Większość studentów przyszła na studia, bo rodzice tego chcieli, bo tak po prostu się robi, bo w akademikach są najlepsze imprezy (myśl przewodnia: seks). Akademiki są drogie, dużo droższe niż przeciętny pokój w mieście. Najtańszy pokój w akademiku na mojej uczelni kosztuje ok. $1000/mies. Wykłady są często organizowane w dużych salach, 50-150 osób, zdecydowana większość to Amerykanie, w tej samej grupie wiekowej. Ćwiczenia, seminarium, itp. prowadzone są często przez asystentów (studentów graduate). Tutejsze studia undergraduate – 4 letnie, zakończone licencjatem – mają parę zalet. Wybitni studenci są wyłapywani, daje im się szansę indywidualnego rozwoju, uczelnia promuje młodych geniuszów. Mimo iż nieco łatwiejsze niż u nas, mam wrażenie iż tutejsze studia są lepiej dopasowane pod względem materiału, lepiej przygotowują do zawodu. Tutaj rzadko uczy się abstrakcyjnych teorii, które są sztuką dla sztuki. Prowadzący czują się wręcz zobligowani tłumaczyć studentom dlaczego ich czegoś uczą, gdzie im się to przyda, gdzie się to stosuje. Na tym etapie swoją edukację kończy ogromna większość Amerykanów. Dlaczego? Myślę, iż chodzi przede wszystkim o pieniądze – trzeba zacząć spłacać ogromne długi za właśnie ukończone studia. I tu nie mowa o paru dolarach, ale o kilkudziesięciotysięcznych sumach, które wielu ludzi spłaca przez 20-30 lat (poważnie!). Licencjat ma swoją cenę, ale ma też swoją wartość. Wielu pracodawców chętnie zatrudnia ludzi z licencjatem, bo nie muszą im wiele płacić na starcie, wiedzą czego się mogą po nich spodziewać. Dla młodych i wykształconych pracy nie brakuje.
Studia graduate (mgr i dr) to zupełnie inna bajka, i wcale nie mówię tego dlatego, że je skończyłem. Różnią się prawie pod każdym względem. Tak jak studenci undergraduate przez cztery lata balowali w najlepsze i narzekali na nadmiar pracy, tak studenci graduate się uczą, non stop. Jedyną formą zajęć są wykłady, dużo bardziej wymagające niż u nas. Nie można cały semestr zbijać bąków, bo cotygodniowe zadania wymagają ogromnej pracy – to ma jedną zaletę, egzaminy końcowe nie są trudne, bo materiał już dawno siedzi w głowie. Na dużo bardziej kameralnych wykładach jest bardzo mało Amerykanów, 5-10%, reszta ONZ. Ludzie są mocno zróżnicowani wiekiem, od 20-50 lat, nie ma pojęcia „roku”, „grupy”. Często studenci graduate zostali wysłani na studia przez pracodawców, którzy widzą w nich przyszłość, płacą ich czesne, co prawda dużo niższe niż na undergraduate, ok. $15-20k. Większość to jednak ludzie tacy jak ja, asystenci, doktoranci, z obcych krajów. Prawie każdy kurs wymaga od studenta zrobienia projektu, czyli jakiejś autorskiej pracy, która angażuje czytanie wielu publikacji, robienie eksperymentów, itp. Studenci undergraduate przeważnie biorą w semestrze 4-5 kursów, graduate 2-3, czasami 1. Z moich własnych doświadczeń, 2 kursy to był wycisk, nie wyobrażam sobie 3, chyba żebym nie pracował jako asystent. Studentów graduate jest dużo mniej, znają osobiście swoich prowadzących. Ja wziąłem 7 kursów i do dzisiaj wszyscy prowadzący jak mnie widzą na uczelni, to pytają się co słychać, jak idzie praca, itd. Na tych studiach nie ma ludzi, którzy po prostu chcą sobie postudiować, przyszli tu bo chcą osiągnąć jakiś bardzo konkretny cel. To jest zasadnicza różnica.
Miała być różnica w Stanach i w Polsce, a wyszło porównanie undergraduate i gradutate. Myślę jednak, że na podstawie tego co wyżej, możecie sami wywnioskować na czym polegają te różnice. Moja ocena jest bardzo subiektywna i może mocno odbiegać od rzeczywistości z racji dwóch rzeczy – studiowałem na uczelni prywatnej i moja wiedza opiera się głównie na jednej uczelni. Na państwowych jest nieco inaczej, choć z tego co wiem, bardzo podobnie – za wyjątkiem tego iż profesorowie nie „cackają się” ze studentami. Jedno jednak jest na pewno prawdą, studia magisterskie i doktoranckie są tutaj dużo trudniejsze od licencjackich i budzą u ludzi większy szacunek.
by helen
05 maj 2007 at 06:58
Oki,chyba już troche bardziej rozumiem….ale w dalszym ciągu to zupełnie inna rzeczywistość:)zaczynam doceniac ze w moje „dorosłe”życie wejde bez długów:P pozdrawiam H
by beata
05 maj 2007 at 08:26
A-mbitnie A-trakcyjny…. GRATULUJE 2XA!
by beata
05 maj 2007 at 14:32
dla wszystkich niewtajemniczonych: Kuba zdał kursy na A (skromny, nie pochwalił się) :)
by BarteK
06 maj 2007 at 01:46
Gratulacje. ile ja sie tu dowiaduje ciekawostek. Jednym slowem druzyna A!.
by beata
06 maj 2007 at 12:39
raczej druh AA… :)
by Milena
06 maj 2007 at 15:16
Gratuluje!
by Jarod
06 maj 2007 at 16:02
Dobra robota Moskit! Widać, że właściwy człowiek we właściwym miejscu :-)
by Jakub
06 maj 2007 at 19:05
Dziekuje, dziekuje… Dla mnie oceny maja jedynie takie znaczenie, ze moj promotor moze byc bardziej spokojny o to, ze ma do czynienia z odpowiednia osoba. Teraz musze siebie do tego przekonac :)
by Anonim
07 maj 2007 at 05:41
z tym AA to nie przesadzajcie, w Polsce może się źle kojarzyć :P
by Jakub
07 maj 2007 at 08:31
W Stanach tez moze sie zle kojarzyc :))
by ?
08 maj 2007 at 10:57
Kto jest Anonim z 7?
by Anonim
09 maj 2007 at 01:15
a kto pyta?
by ?
09 maj 2007 at 07:32
ten kto pyta nie błądzi… ;-)
by Anonim
10 maj 2007 at 01:52
zatem nie zbłądze…
by ?
10 maj 2007 at 15:24
smiem zauwazyc iz moje pytanie bylo pierwsze…
by kuzyn
11 maj 2007 at 02:43
a nie lepiej jak wymienicie się numerami gg?? po co zaśmiecac wątek
by Anonim
11 maj 2007 at 04:17
śmiem zauważyć, że to pierwszemu wypada się przedstawić ;p
by helen
11 maj 2007 at 08:40
śmiem zauważyc,ze oboje już zbłądziliście…:p
by Jakub
11 maj 2007 at 08:41
Mnie komentarze osobiscie podobaja sie, jak ja nie mam weny, to przynajmniej komentarze sa :)
by dudek
11 maj 2007 at 08:48
no widze Moskicie, ze sie niezly ruch zrobil na blogu hehe, pozdrawiam!
by ?
11 maj 2007 at 11:46
śmiem zauważyć, że Ty pierwszy zafunkcjonowałeś jako Anonim…:) ale dla zdrowia psychicznego Kuzyna ja sie poddaje! Pozdrawiam ;-)
by Anonim
11 maj 2007 at 12:06
Pozdrawiam również…no i śmiem zauważyć oczywiście ;)
by ?
11 maj 2007 at 12:13
śmiem zauważyć, że fajni ludzie piszą komentarze na Kuby blogu :) Trzeba jakoś zmobilizować autora bo niedługo będzie więcej komentarzy niż postów! Pozdrawiam wszystkich czytających:)
by ?
11 maj 2007 at 12:16
i śmiem zauważyć oczywiście, iż szkoda, że nie miałeś odwagi cywilnej żeby się przedstawić! ;)
by Anonim
11 maj 2007 at 12:45
śmiem zauważyć, iż zgadzam się co do mobilizacji Autora, aczkolwiek Go rozumiem; śmiem też zauważyć, że zakładasz, że jestem „ten” a nie „ta”…? po trzecie śmiem zauważyć, iż nie jest to kwestia odwagi cywilnej lecz powiedzmy zasady, tym bardziej, że wpis jako Anonim powstał zupełnie niezamierzenie; ostatnie co śmiem zauważyć to tyle, że „śmiem zauważyć” zrobiło ostatnio błyskotliwą karierę i śmiać mi się chce już od tego… śmienia :p
by ?
11 maj 2007 at 13:10
śmiem zauważyć,że na szczęście śmiech to zdrowie… Pozdrawiam Anonimową czytelniczkę lub też Anonimowego czytelnika :)
by Anonim
11 maj 2007 at 14:45
śmiem odwzajemnić pozdrowienia ;)
by Milena
20 maj 2007 at 15:57
smiem zauwazyc ze Kuba smial zauwazyc ze to ja jestem ktoryms z anonimow ;) a wiec smiem zauwazyc ze nie jestem oraz ze zabawnie sie to wszystko czyta :) nie ma to jak troche tajemnoczosci ;)