Tydzień temu pojechałem do bardzo fajnej kafejki/piekarni „Panera Bread”, aby kupić sobie kawę podczas przerwy na lunch. Podszedłem do kasy, zapłaciłem i w momencie kiedy miałem otrzymać kawę, w całym lokalu rozległ się przeraźliwy hałas, to był nie do zniesienia alarm przeciwpożarowy. Manager poprosił wszystkich klientów o wyjście, mimo iż nigdzie nie było widać śladu pożaru. Okazało się, że alarm jest tak zainstalowany, że może go wyłączyć tylko straż pożarna.. Usiadłem w samochodzie i w obserwowałem rozwój sytuacji. Po niecałych dwóch minutach na miejsce przyjechał pierwszy wóz strażacki, po kolejnych dwóch przyjechał następny, dwa jeepy strażackie i policja, która natychmiast zatrzymała ruch wjazdowy na parking dookoła kafejki. Strażacy, mimo iż wyraźnie poinformowani przez szefa lokalu, że pożaru nie ma, w pełnym rynsztunku (w tym butle tlenowe!), wskoczyli do środka. Weszło ich chyba dziesięciu! Po kolejnych paru minutach na miejsce przyjchał właściciel budynku, szef regionalny „Panera Bread” i jeszcze jeden radiowóz, wszyscy w świetnym nastroju. Ostatecznie, po pół godziny mogłem wejść ponownie do środka i wypić swoją kawę, choć strażacy jeszcze doglądali wnętrza.. Co by nie mówić, w tym wypadku to była parodia, ale tak naprawdę lepsza chyba taka nadgorliwość niż zaniedbanie.
by BarteK
16 kwi 2007 at 14:33
Parodia parodia ale zycie pokazuje ze lepiej dmuchac na zimne…Wiedza co robia . Pozdrawiam!!!