Właśnie skończyłem robić jedno zadanie domowe i zabieram się za poprawianie sprawozdań studentów. Dziwne uczucie być jednocześnie studentem i nauczycielem. Swoją drogą, Amerykańscy studenci to niezłe cwaniaki..Mieli przynieść sprawozdania do mnie do gabinetu, ale zrobili to 5 dni po terminie mówiąc, że nie mogli go znaleźć! Dwóch studentów, zamiast narysować własne tabele z wynikami, wyrwali kartki z książki i dołączyli do sprawozdania. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że nie mogę obniżyć im za to oceny bo nie powiedziałem wyraźnie, że nie można tego robić. Generalnie, trzeba im wszystko dosłownie powiedzieć, a najlepiej napisać, inaczej będą rżnęli głupa..Wszystko sprowadza się do tego, że studentów undergratudate traktuje się jak klientów, to oni tutaj rządzą. Dziekanat to nic innego jak biuro obsługi klienta :)